Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
79 postów 6 komentarzy

"Rzeczy Wspólne"

Rzeczy Wspólne - "Rzeczy Wspólne" powstały po to, aby poważnie mówić o polityce na przekór niepoważnym czasom. Drugim celem kwartalnika jest aktualizacja polskiego republikanizmu, który uważamy za naszą najlepszą tradycję polityczną.

Radziejewski: Wolność zgromadzeń

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Eksperci Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w przekazanej niedawno sejmowym komisjom opinii nie zostawili suchej nitki na prezydenckim projekcie ograniczenia wolności zgromadzeń, popieranym przez koalicję PO-PSL.

Po pierwsze, skrytykowali przepisy traktujące manifestacje w tym samym miejscu i czasie jako z definicji zagrażające bezpieczeństwu, wskazując, że takie założenie daje podstawy do poważnych nadużyć. Po drugie, za niezasadne ograniczenie uznali wydłużenie z 2 do 6 dni wyprzedzenia, z jakim organizator musi zgłosić demonstrację, uznając, że utrudni to reagowanie na bieżące wydarzenia polityczne. Po trzecie, nałożenie na organizatora dodatkowych obowiązków, w tym zwłaszcza obciążenie go większą odpowiedzialnością karną za ewentualne ekscesy, ocenili jako niezgodne z prawem międzynarodowym i niebezpieczne z punktu widzenia wolności zgromadzeń. Po czwarte, skrytykowali przepisy umożliwiające rozwiązanie demonstracji, gdy „małe grupki uczestników zgromadzenia zachowują się agresywnie”. Po piąte, wskazali, że wprowadzenie 24-godzinnego terminu odwołania od zakazu zgromadzenia de facto uniemożliwia skorzystanie z tego prawa, bo daje za mało czasu na odwołanie się do sądu.
 
Ten skandaliczny projekt zmiany przepisów o zgromadzeniach jest odpowiedzią Bronisława Komorowskiego wraz z resztą panującego obozu na rozróby podczas zeszłorocznego Marszu Niepodległości. Prezydent zapowiedział go już w dwie godziny po incydentach, a w ciągu dwóch tygodni przygotował, zgodnie z sugestiami Hanny Gronkiewicz-Waltz. To legislacyjny blitzkrieg. Tak nagła ingerencja w fundamentalne prawo obywatelskie, które zapewniają dotychczasowe przepisy o zgromadzeniach, z pominięciem w dwójnasób potrzebnej w takiej sytuacji debaty, musi rodzić podejrzenia o zamiar wykorzystania głośnego wydarzenia jako pretekstu do ograniczenia naszej wolności. Szczęśliwie, czy to – paradoksalnie – z powodu niewydolności Sejmu, czy też z platformianej chęci odczekania, aż sprawa przycichnie, projekt Komorowskiego jest dopiero w drugim czytaniu. Jest więc wciąż cień szansy na jego odrzucenie w całości.
 
Dotychczas PO ignorowała - płynącą i z prawa, i z lewa - krytykę projektu przez publicystów, opozycji i organizacji pozarządowych, dokonując jedynie kosmetycznych zmian odblokowujących możliwość maszerowania z pochodniami i zasłaniania twarzy. To skądinąd typowe dla kompradorskiej, postkolonialnej władzy: głosu nielubianych tubylców się nie słucha, w końcu wszelkie projekty modernizacyjne w zacofanym kraju muszą być forsowane wbrew, z definicji przeciwnemu wszelkiemu rozwojowi, tłumowi autochtonów.
W tym kontekście miażdżąca krytyka ze strony światłej, strzegącej europejskich standardów praw człowieka instytucji, za jaką uchodzi – zwłaszcza w oczach panujących w Polsce kompradorów – OBWE, jest dla władzy dużo twardszym od utyskiwań ludności miejscowej orzechem do zgryzienia. Bo dla postkolonialnej elity nie ma nic psychologicznie i propagandowo trudniejszego niż cofnięcie uznania ze strony zewnętrznych centrów dystrybucji szacunku.
 
Oczywiście, opinia OBWE w jednej sprawie jeszcze takim cofnięciem uznania nie jest. Daje jednak tubylcom potężny argument przeciwko władzy, z którego jak na razie niestety nie korzystają. Dziwi to tym bardziej, że polityczna reprezentacja autochtonów, którą stara się być PiS, odkryła już jakiś czas temu przy okazji śledztwa smoleńskiego, że na rząd Donalda Tuska najskuteczniej naciska się właśnie z zewnątrz, poprzez opinie zagranicznych ekspertów i instytucji.
 
Tymczasem walki z niebezpiecznym projektem ograniczenia prawa do zgromadzeń nie wolno odpuścić. Bo, po pierwsze, sam w sobie dotyka jednego z najbardziej newralgicznych obszarów naszej obywatelskiej wolności. Po drugie, wpisuje się w ciąg inicjatyw i procesów (obok rosnącej inwigilacji czy koncesjonowania mediów, by przywołać tylko dwa powszechnie znane) stopniowo, po cichu podkopujących naszą wolność i sprawiających, że atmosfera w Polsce robi się coraz bardziej duszna.
 

Tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” w dniu 03.06.2012 

KOMENTARZE

  • Ten projekt to dowód na to, że Bronisław Komorowski jest zwykłym bolszewikiem.
    "Ten skandaliczny projekt zmiany przepisów o zgromadzeniach jest odpowiedzią Bronisława Komorowskiego wraz z resztą panującego obozu na rozróby podczas zeszłorocznego Marszu Niepodległości. Prezydent zapowiedział go już w dwie godziny po incydentach, a w ciągu dwóch tygodni przygotował, zgodnie z sugestiami Hanny Gronkiewicz-Waltz. To legislacyjny blitzkrieg."

    Takie komuchy jak on nie mają żadnego prawa do wypowiadania się na temat demokracji, wolności słowa, uczciwości ...
    Pamiętam dokładnie kłamstwa mediów, policji, HGW, premiera, prezydenta wtedy w trakcie i po Marszu Niepodległości 11 listopada 2011r.

    http://cameel.salon24.pl/297528,bylem-w-wolnej-polsce-bylo-pieknie-relacja

    Teraz komuszkom marzy się pójście w ślady kagiebisty Putina i tak jak dotąd finansowo niszczyli i niszczą nadal niewygodnych polskich przedsiębiorców, tak teraz chcą za pomocą kar finansowych i bzdurnych opłat w ogóle uniemożliwić protestowanie przeciwko ich bolszewickim rządom.
  • @1normalnyczlowiek 14:16:52
    Tuskowy big brother is watching you. Interesujacy artykul ukazal sie (o zgrozo!) w niemieckim der spiegel. W dziale poswieconym ME 2012 pod tytulem "Polscy kibice na stadionach kontrolowani, filmowani, obserwowani" czytamy: kontrole odbywaja sie przy wejsciu, przy kupnie kielbasek, w trakcie radosci ze strzelonej bramki. Podczas mistrzostw europy kibice beda obserwowani jak kryminalisci, setki kamer beda filmowac ich kazdy krok. Nawet poza stadionami obserwacja trwa dalej. Centrum kontrolne warszawskiego stadionu narodowego przypomina slynne Mission Control NASA w Huston: wielka ilosc monitorow przekazuje obrazy i diagramy z obserwacji, kamery sterowane za pomoca joystickow i klawiatur obejmuja kazda plamke stadionu dla 58.500 widzow oraz jego bezposrednie otoczenie......" dalej "liczba kamer jest ogromna 360 zainstalowano we Wroclawiu, w Poznaniu 200 a w Gdansku az 418. Dla porownania Allianz-Arena w Monachium 92 a na Anfield Road w Liverpool tylko 52." O W innym miejscu czytamy, iz tylko w samej warszawie znajduje sie 4000 kamer w miejscach publicznych. Najbardziej przerazajace jest stwierdzenie dziennikarza, niestety prawdziwe, ze Polacy podchodza do tego wszystkiego na luzie. Nie wiem czy to dziennikarska uprzejmosc czy nieznajomosc Polski i Polakow. Ten tzw luz to nic innego jak kompletna nieznajomosc zasad demokracji, akceptacja totalitarnych metod rezimu bedaca konsekwencja wychowania w komunistycznych domach oraz wyprania mozgow przez faszystowska propagande. Jak pomysle, ze tuskowe bydlo uwaza sie za Europejczykow i jest przekonane, ze zyje w panstwie demokratycznym to ogarnia mnie pusty smiech. Caly artykul mozna znalezc: http://www.spiegel.de/wissensc... Moze ktos bedzie mial odrobine czasu i przetlumaczy caly material.
  • @Kula Lis 62
    "Caly artykul mozna znalezc: http://www.spiegel.de/wissensc... Moze ktos bedzie mial odrobine czasu i przetlumaczy caly material."

    Popatrz, jak sprawnie działają stalinowskie służby Tuska i Merkel:

    "Dokument nicht gefunden"

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930