Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
79 postów 6 komentarzy

"Rzeczy Wspólne"

Rzeczy Wspólne - "Rzeczy Wspólne" powstały po to, aby poważnie mówić o polityce na przekór niepoważnym czasom. Drugim celem kwartalnika jest aktualizacja polskiego republikanizmu, który uważamy za naszą najlepszą tradycję polityczną.

Szatkowski: Strategia dla armii

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wojna w Gruzji, zbliżenie niemiecko-rosyjskie, a także amerykański “reset” wobec Rosji i nieuchronne zmniejszenie obecności militarnej Stanów Zjednoczonych na kontynencie europejskim pokazały, że należy tworzyć własną politykę obronną.

 Wciąż jednak jest wielu, którzy chcą bezkrytycznie adaptować cudze recepty do naszej sytuacji.
Jak mawiał Napoleon Bonaparte, do prowadzenia wojny potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy.
Podstawą polskiego potencjału jest wyższy niż średnia europejska, zagwarantowany ustawowo poziom wydatków obronnych w wysokości ok. 1,95 proc. PKB roku przedplanowego.
Obecnie większość państw w Europie przeznacza na swe siły zbrojne blisko 1 proc. PKB. Czynią tak kraje, które nie posiadają poważnych zagrożeń militarnych, a jednocześnie kryzys zmusza je do porzucenia większych ambicji militarnych. Jest także grupa państw, jak choćby Łotwa czy Litwa, które pomimo sąsiedztwa z Rosją z powodu kryzysu wydają bardzo mało na obronność, nawet proporcjonalnie do własnej wielkości (0,8 proc. PKB).
Powód? Smutna świadomość, że kraje te nie mają wystarczającej “masy krytycznej”, aby ich potencjał wojskowy mógł się liczyć w przypadku obcej agresji.
 
W okowach starych schematów
 
Polska “gra” w wyższej lidze. W sumach realnych obecny poziom wydatków – niespełna 30 mld złotych, lokuje nas, według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem, na 23. pozycji na świecie, przewyższając np. oficjalne wydatki Iranu. Jest to dwa razy więcej, niż wydaje samowystarczalna obronnie Finlandia i o nieco ponad jedną trzecią mniej niż taka potęga jak Izrael.
Z drugiej strony warto odnieść poziom polskich wydatków do państw europejskich, w których potencjał militarny jest istotną częścią ich polityki. Francja i Wielka Brytania przeznaczają na obronność ok. 2,3 proc. swojego PKB. Inne demokratyczne i wolnorynkowe państwa o podobnej do polskiej sytuacji geopolitycznej, takie jak Korea Południowa, Turcja, wydają jeszcze większą część swojego PKB, bez istotnego obciążenia ekonomii. Istnieje więc margines ekonomiczny do zwiększenia wydatków obronnych. Najpierw jednak należy nauczyć się racjonalnie wykorzystywać dotychczasowy poziom wydatków.
Dotychczas, pomimo rozmnożenia przez byłego ministra obrony narodowej Bogdana Klicha instytucji zajmujących się w MON zakupami, politykę resortu cechowała duża pasywność, brak długoletniej perspektywy i przejrzystości oraz dość anachroniczne podejście do określania zapotrzebowań.
W efekcie co roku MON oddawało do budżetu setki milionów niewydanych złotych, wyrzucano pieniądze na nie do końca potrzebny sprzęt, a od połowy zeszłej dekady nie sformułowano żadnego długoterminowego zakupu uzbrojenia na skalę programu F-16, Rosomak czy przeciwpancernego pocisku kierowanego Spike.
Jeszcze większy poziom niekompetencji występował na szczeblu międzyresortowym. Dla przykładu, w 2008 r. skasowano Narodowy Program Śmigłowcowy, który poprzez połączenie zakupów różnych resortów oraz skoordynowanie ich z polityką przemysłową miał obniżyć koszty zakupu i użytkowania nowych śmigłowców, a także uczynić z Polski zagłębie produkcji maszyn tego typu.
Zamiast uczestniczyć w konstruowaniu skomplikowanego i ryzykownego programu, dla urzędników MON wygodniejsze było kontynuowanie zakupów śmigłowców rosyjskich. Co z tego, że niedrogich, skoro pogłębiało to naszą zależność od dostaw części zamiennych i nie rozwijało rodzimego przemysłu.
 
Nie tylko sojusze
 
Nasze państwo i jego elity wciąż nie nawykły do myślenia w kategoriach interesu narodowego. Instytucje zajmujące się obronnością w zbyt dużej mierze są kontynuacją PRL, w którym przez dekady monopol na strategię posiadała Moskwa. Dlatego polską strategię bezpieczeństwa, i co za tym idzie, politykę obronną, przez większość dwóch ubiegłych dekad charakteryzowała duża płytkość.
Głównym celem wysiłków politycznych w dziedzinie bezpieczeństwa było zakotwiczenie w “bezpiecznej przystani” NATO i UE. Dopiero gdy staliśmy się członkami tych organizacji, zaczęliśmy się uczyć, iż są one sumą interesów państw członkowskich, że członkostwo w Sojuszu nie może być samo w sobie głównym celem strategicznym, ale raczej środkiem do ich osiągania. Klasycznym postawieniem wszystkiego na głowie była sytuacja, gdy w końcu lat 90. Polska wstrzymała się z opracowaniem własnej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, czekając na przyjęcie przez NATO Koncepcji strategicznej Sojuszu z kwietnia 1999 r. po to, żeby później się do niej dostosować.
Jedną z głównych naszych bolączek pozostaje wciąż brak adekwatnego, strategicznego kształcenia nie tylko kadr wojskowych, ale przede wszystkim cywilnych. Jak stwierdził, parafrazując znów Napoleona Bonaparte, twórca nowożytnej szkoły strategicznej w USA Bernard Brodie, “strategia jest zbyt ważna, aby ją pozostawić generałom”.
Cywilna kontrola nad siłami zbrojnymi to nie tylko zapobieganie zamachom stanu ze strony wojska. To także umiejętność przekucia celów politycznych na zadania dla zbrojnego narzędzia państwa, jakim jest wojsko. Paradoksalnie, wiele badań naukowych prowadzonych na Zachodzie, jak choćby przez prof. Barry´ego Posena, pokazuje na przykładzie Francji i Wielkiej Brytanii w latach 30. ubiegłego stulecia, że wojsko pozbawione efektywnej cywilnej kontroli degeneruje się i staje się mniej skuteczne wobec wyzwań, przed jakimi stoi państwo.
W przypadku naszego kraju problemem staje się nie tylko typowe dla każdej armii reprezentowanie przez wojskowych interesów swojej formacji czy swojego rodzaju sił zbrojnych. Część wyższej kadry wzorem minionych czasów nawykła bowiem do powierzchownego i bezrefleksyjnego kopiowania wzorców i dogmatów zagranicznych, które nie do końca przystają do wyzwań stojących przed Polską.
 
Dwa priorytety
 
Wycofanie znacznej części lądowych sił USA i demilitaryzacja Europy Zachodniej zbiega się z remilitaryzacją Rosji. Po okresie smuty lat 90. wojska rosyjskie odzyskały już swoją gotowość bojową.
Wojna w Gruzji w 2008 r. pokazała, że zawstydzająca Rosjan niekompetencja i rozprzężenie charakterystyczne dla pierwszej wojny czeczeńskiej odchodzą w przeszłość. W armii rosyjskiej postawiono na mobilność i gotowość do precyzyjnych uderzeń.
Co bardziej niepokojące, Rosjanie wykazują coraz większą skłonność do szantażu taktyczną bronią nuklearną. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w sytuacji jakiegoś konfliktu z Zachodem Polska stałaby się celem odstraszającego ataku. Rosjanie sądzą najwyraźniej, że wzięcie na celownik Polski przyniesie jedynie minimalną groźbę adekwatnego odwetu.
Sąsiedztwo z Rosją to więc pierwszy czynnik, jaki musimy brać pod uwagę. Musimy być nie tylko gotowi na obronę terytorium naszego kraju. Warto pomyśleć również o takim potencjale odwetowym, który sprawi, że potencjalny agresor nie będzie uznawał Polski za łatwy i bezbolesny cel.
Drugi czynnik, także pod względem hierarchii ważności, to fakt, że jesteśmy w przymierzu ze Stanami Zjednoczonymi (do tego zasadniczo sprowadza się nasza obecność w NATO). Upatrując jednego z filarów naszego bezpieczeństwa w sojuszu z USA, powinniśmy starać się być postrzegani jako użyteczny sojusznik. Musimy być w większym stopniu przygotowani do działań poza obszarem naszego kraju. Co więcej, żeby maksymalizować swój wpływ polityczny, Polska powinna być gotowa do udziału w bojowej fazie interwencji zbrojnej, a nie tylko uczestniczyć w działaniach stabilizacyjnych.
Oba te czynniki generują często dość rozbieżne wymagania wobec naszych Sił Zbrojnych. Gotowość do działań poza granicami kraju to np. inwestycja w środki transportu i logistykę, które będą zmarnowanym wydatkiem odnośnie zadań w obronie terytorium krajowego. Szkolenie do walki z klasycznym przeciwnikiem także znacznie odbiega od szkolenia żołnierzy przygotowujących się do operacji okupacyjnych za granicą.
Biorąc pod uwagę wyzwania stojące przed Polską, priorytet powinniśmy przyznać misji związanej z obroną terytorium. Natomiast z myślą o zdolności do działań poza obszarem kraju należy rozwijać tylko takie jej rodzaje, jakie będą także przydatne do obrony kraju. Uwarunkowania geograficzne sprawiają, że kluczowa rola w zadaniu obrony naszego kraju przypadnie środowisku lądowemu. Na ich korzyść działać będą nastawione przede wszystkim defensywnie siły powietrzne. Lotniczy i uderzeniowy komponent sił powietrznych może jednocześnie wykonywać zadania ekspedycyjne i interwencyjne w ramach międzynarodowej koalicji. Jedynie pomocnicza rola, w przypadku obrony przed klasyczną agresją, przypada w naszym wypadku Marynarce Wojennej. Ten rodzaj Sił Zbrojnych jest za to bardzo przydatny i efektywny w przypadku działań ekspedycyjnych.
 
Bez rezerw kadrowych
 
Niestety, w odniesieniu do żadnego z wymienionych dwóch wyzwań nie możemy uznać stanu Wojska Polskiego za zadowalający.Mamy co prawda największe siły lądowe spośród państw między kręgiem polarnym a Morzem Czarnym, ale na czas wojny bylibyśmy w stanie wystawić jedynie kilkadziesiąt tysięcy wojsk w polu.Wielokrotnie mniej ludna od nas Finlandia w razie potrzeby jest w stanie wystawić trzy razy większe siły zbrojne niż Polska obecnie.
W wyniku pospiesznej, dyktowanej względami marketingu politycznego decyzji o zawieszeniu poboru Polska została bez systemu kształtowania rezerw osobowych dla armii. Eksperyment z Narodowymi Siłami Rezerwowymi (NSR) nie powiódł się – obsadzono jedynie połowę z planowanych 20 tysięcy stanowisk.
Zresztą nawet w wypadku powodzenia ta liczba byłaby daleko niewystarczająca. Na pewno pozytywnym krokiem byłoby stworzenie terytorialnego komponentu NSR – oddziałów złożonych z ochotników dedykowanych do obrony określonych rejonów i przywiązanych do nich.
Tego typu formację należy tworzyć we współpracy z wieloma paramilitarnymi organizacjami, które powstają jak grzyby po deszczu i mogłyby pomóc w odbudowie etosu żołnierskiego. Jednak całą kadrę zawodową naszych Sił Zbrojnych trapią problemy związane z niezadowalającymi uposażeniem i poziomem innych świadczeń, a także nieustanna niepewność dotycząca systemu emerytalnego.
 
Odpowiedź na Iskandery
 
Jeśli chodzi o sprzęt, to zaczynając od Wojsk Lądowych, na papierze jesteśmy pierwszoligową potęgą. Mamy najwięcej czołgów na zachód od Bugu (ponad 900). Potężnie pod względem liczb prezentuje się nasza artyleria (1102 sztuki powyżej kalibru 100 mm). Jeśli jednak chodzi o jakość, to za nowoczesne należy uznać tylko czołgi Leopard 2 A4, które w liczbie 128 tworzą pięść pancerną 10. Brygady Kawalerii Pancernej. Względnie nowoczesne są 232 czołgi PT-91 Twardy.
W światowej czołówce znajdują się kołowe transportery Rosomak, choć nadal nie ma zapowiadanych specjalistycznych wersji na tym podwoziu. Piętą achillesową wojsk zmechanizowanych i pancernych są za to przestarzałe gąsienicowe bojowe wozy piechoty BWP 1. Zaniechano ich modernizacji, natomiast od lat MON nie jest w stanie wypracować koncepcji ich zastąpienia.
Jeśli chodzi o artylerię, to nowoczesne są jedynie zmodernizowane w Polsce artyleryjskie wyrzutnie rakiet Langusta – zastępują one posowieckie wyrzutnie BM 21. Wymiany wymaga większość samobieżnej artylerii lufowej, w tym zwłaszcza ponad pięć setek lekkich haubic typu Goździk. Huta Stalowa Wola dopiero rozkręca produkcję nowoczesnej i potężnej armatohaubicy Krab.
Jej program został niepotrzebnie spowolniony na początku zeszłej dekady. Powodem było bezmyślne zapatrzenie w ówczesne trendy w armii amerykańskiej. Toczą się również prace koncepcyjne nad projektem HOMAR, czyli potężną i dalekosiężną artylerią rakietową tzw. MLRS. Jej wariant wyposażony w amerykańskie precyzyjne pociski ATACMS miałby zasięg około 300 km i mógłby być przynajmniej częściową odpowiedzią na groźbę stanowioną przez rosyjskie systemy Iskander, które lada chwila mają być rozmieszczone na Białorusi i w Kaliningradzie.
Zadowalający wydaje się stan wojsk aeromobilnych – popularnych czerwonych beretów. Kompleksowego programu, a nie pojedynczych przetargów, wymaga za to oparte na śmigłowcach i bezpilotowych statkach powietrznych lotnictwo wojsk lądowych. W dobrym kierunku zmierza modernizacja systemów łączności, choć wiele jeszcze należy w tej kwestii zrobić, szczególnie w zakresie łączności dalekiego zasięgu. Podobnie określić należy opartą na krajowych produktach modernizację obrony przeciwlotniczej wojsk lądowych, o najkrótszym zasięgu.
Co się tyczy zdolności wojsk lądowych do działań ekspedycyjnych, to niewątpliwie są one w stanie wystawić kontyngent do działań stabilizacyjnych. W chwili obecnej nie są one jednak gotowe do szybkiego udziału w walkach o wysokim natężeniu daleko poza granicami kraju.
 
Duma F-16
 
Siły Powietrzne RP, a szczególnie lotnictwo, są nowoczesnym rodzajem sił zbrojnych. Pod względem liczby i wyposażenia nie mamy się czego wstydzić. Nasze trzy eskadry F-16 Block 52 są jednymi z najnowocześniejszych samolotów wielozadaniowych w Europie. Zadowalający jest stan dwóch eskadr wyposażonych w MiG-i 29. Problemem jest odwlekanie decyzji dotyczącej następcy szturmowych SU-22 stanowiących wyposażenie kolejnych dwóch eskadr. Ta decyzja powinna być podjęta razem z decyzją o zakupie nowego samolotu szkolenia zaawansowanego. Być może, ze względów ekonomicznych, te dwa typy statków powietrznych powinny być zunifikowane.
Największą słabością tego rodzaju sił zbrojnych jest rakietowa obrona powietrzna. Zarówno bazy lotnicze, jak i kluczowe ośrodki naszego kraju nie są wystarczająco osłonięte ani przed atakiem lotniczym, ani tym bardziej rakietowym. Udział naszych F-16 w elitarnych ćwiczeniach Red Flag na Alasce pokazuje, że Siły Powietrzne będą mogły w przyszłości we współpracy z sojusznikami podjąć także bojowe zadania ekspedycyjne. Nadal jednak nie mamy wyposażenia i przygotowania do przełamywania obrony powietrznej i kontruderzeń lotniczych na terytorium przeciwnika.
Nasza Marynarka Wojenna przedstawia, jak wiadomo, najmizerniejszy stan ze wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych. Od prawie dwóch dekad była zasilana jedynie wycofanymi przez sojuszników okrętami, nie otrzymała żadnej prawdziwie nowoczesnej jednostki. Ten stan rzeczy wynika w dużej mierze ze wspomnianej jej pomocniczej roli w przypadku agresji na Polskę. Wydaje się, że przyjęty kierunek na obronę wybrzeża w oparciu o baterie rakietowe, siły minowe oraz rozwój sił podwodnych i przeciwpodwodnych jest racjonalny.
Martwi tylko dość długi czas wprowadzenia nowych okrętów podwodnych. Te okręty powinny stanowić bojowy trzon jednostek pływających naszej Marynarki Wojennej. Powinny posiadać zdolność do wykonywania precyzyjnych ataków rakietowych na cele na lądzie, a także przerzutu oddziałów specjalnych.
Najmłodszy rodzaj polskich Sił Zbrojnych, czyli wojska specjalne, ma dość duży potencjał. Jednostki bojowe cechuje dość wszechstronna kompozycja. Brakuje jednak własnych samodzielnych środków przerzutu, a także środków łączności na daleką odległość. Rodzi się także pytanie, czy nasze państwo ma pomysł, jak wykorzystać to precyzyjne i skuteczne narzędzie. Analizując inne zdolności bojowe naszych Sił Zbrojnych, warto zwrócić uwagę, że w dziedzinie strategicznego rozpoznania satelitarnego i rozpoznania sytuacji powietrznej jesteśmy zależni od naszych sojuszników i od NATO jako organizacji.
Trzeba też zastanowić się, jak rozwinąć zdolność nie tylko do ochrony przed atakami cybernetycznymi, ale także do dokonania strategicznych cybernetycznych uderzeń odwetowych, zgranych z operacjami psychologicznymi.
Podsumowując – Polskę stać na posiadanie znaczących i efektywnych Sił Zbrojnych. Ten potencjał nie został jednak do tej pory wykorzystany wystarczająco dobrze.
 
Tomasz Szatkowski jest prawnikiem i absolwentem Wydziału Studiów Wojennych King´s College London. Pracował na stanowiskach kierowniczych m.in. w KPRM, Bumarze sp. z o.o. oraz TVP SA. Ekspert ds. polityki obronnej w Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej oraz w Instytucie Kościuszki. Autor jest stałym współpracownikiem Rzeczy Wspólnych.
 
Tekst został opublikowany w “Naszym Dzienniku” 16.08.2012
 
Kupuj nasze pismo bezpośrednio u wydawcy! Bez marży pośredników zapłacisz mniej, a my będziemy się szybciej rozwijać! Na Allegro za „Rzeczy Wspólne” zapłacisz jedynie 20 złotych! 
Zachęcamy również do rozważenia prenumeraty – od 16 złotych za numer!

  

KOMENTARZE

  • Świetnie, miałem nawet popełnić notkę komentującą ten artykuł, ale w tej sytuacji starczą komentarze tutaj
    Tekst jest niezły, ale jednak zbyt poprawny, w ND można publikować jak sądzę znacznie śmielsze analizy, bo gdzie jeżeli nie tam? W jakim innym "polskim" dzienniku?

    =========
    "Z drugiej strony warto odnieść poziom polskich wydatków do państw europejskich, w których potencjał militarny jest istotną częścią ich polityki. Francja i Wielka Brytania przeznaczają na obronność ok. 2,3 proc. swojego PKB. Inne demokratyczne i wolnorynkowe państwa o podobnej do polskiej sytuacji geopolitycznej, takie jak Korea Południowa, Turcja, wydają jeszcze większą część swojego PKB, bez istotnego obciążenia ekonomii. Istnieje więc margines ekonomiczny do zwiększenia wydatków obronnych."
    ========

    Zatem patriotyczne elity powinny być świadome iż należy budżet obronny (niekoniecznie w pozycji MON tylko) zwiększyć znacznie ponad 2% PKB, szczerze mówiąc mnie nie szokuje nawet 5-6%, ale ma to być racjonalnie wydana każda złotówka czy cent obcej waluty. Zawsze u nas armia i polityka obronna (bardziej zaczepna dawniej) była częścią polityki państwa, przecież to absolutna konieczność przy naszym położeniu! Można przyjąć strategię Bałtów i być ziemią otwartą de facto, ale czy tego chcemy znając naszą historię, zamiary sąsiadów?

    Czyli co, mamy armie z brygadą do interwencji zagranicznych bardziej typu policyjnego zresztą, okupacyjnego? Z armią np Iranu nie mielibyśmy żadnej szansy w boju, a F-16 spadałyby strącane jak gruszki, więc nie ma się co napalać tym że bierzemy udział w manewrach szkolących pod takie misje "pokojowe", bo przecież wojna jest pokojem wg zachodnich demokracji z USA na czele. Orwell wiedział co pisze, znał te zagadnienia masonów. Zgroza przejmuje i wróży nam to oczywistą katastrofę dziejową prędzej czy później. Musimy mieć silną armię obronno-ZACZEPNĄ, bo przecież z obrony przechodzi się do ofensywy, do riposty, wroga trzeba z kraju wyprzeć, a przeważnie pokonać całkiem jeszcze w kraju skąd przylazł.

    Budżet obronny nie musi być cały w pozycji MON, wszyscy tu zwodzą i kombinują. Sporo można wrzucić w naukę, w każdy bez mała resort. Czy zapasy wszelkich dóbr mamy na kilka lat, czy TYGODNI i co nam to wróży w razie wojny, skażenia, globalnej katastrofy powiedzmy naturalnej także? Zginiemy z chłodu, głodu itd Czy zapasy amunicji, broni są optymalne? Dla jakich sił? 100 tys armii etatowej (z połowa realnych żołnierzy) przy milionowych, poborowych armiach sąsiadów? Do ataku tyle nie potrzebują, ale do tzw "stabilizacji", czyli okupacji i owszem. Przykład Afganistanu pokazuje że szczupłą nawet najbardziej nowoczesną armią nie da się nad takim krajem zapanować, zatem agresor będzie nas okupował milionem "policjantów" z karabinami. Będzie gorzej niż za giermańca i ruska z poprzednich epok.

    Zapasy broni, amunicji musza być więc przewidziane już także dla ruchu oporu. Słowem MILIONY sztuk broni łącznie ze środkami przeciwpancernymi, przeciwlotniczymi, "artylerią" lekką (moździerze, granatniki itd także większe systemy rozkładane, ciągnione) dobrze schowane, byle nie za dobrze. W momencie startu wojny powinny zostać przejęte, przeniesione, zużytkowane...
  • śmigłowce, ale w pełni polskie bez uzależnienia od USA i innych państw, korporacji
    =========
    "w 2008 r. skasowano Narodowy Program Śmigłowcowy, który poprzez połączenie zakupów różnych resortów oraz skoordynowanie ich z polityką przemysłową miał obniżyć koszty zakupu i użytkowania nowych śmigłowców, a także uczynić z Polski zagłębie produkcji maszyn tego typu.
    Zamiast uczestniczyć w konstruowaniu skomplikowanego i ryzykownego programu, dla urzędników MON wygodniejsze było kontynuowanie zakupów śmigłowców rosyjskich. Co z tego, że niedrogich, skoro pogłębiało to naszą zależność od dostaw części zamiennych i nie rozwijało rodzimego przemysłu."
    ========

    Uzależnienie od korporacji amerykańskich i w ogóle od USA, zachodu, niestety też Izraela wcale nie jest lepsze dużo od uzależnienia od technologii, uzbrojenia sowieckiego, bo dla mnie Rosja to nadal sowiety. Ci sami ludzie tam rządzą, może nieco nowi trockiści zrównoważyli się ze stalinowcami w ramach dialogu masońsko-żydowskiego ;)

    Dlaczego nie możemy w całości produkować dobrych śmigłowców całkowicie polskiej konstrukcji, technologii? Szczytem marzeń jest produkcja furgona latającego made in USA i toto ma walczyć z czołgami, innymi śmigłowcami już znacznie bardziej zaawansowanymi (szturmowce, funkcje myśliwskie), czy z samolotami, ich wystrzelonymi rakietami, bombami szybującymi? I będzie to CHOĆBY dużo lepsze od uniwersalnego, bardzo udanego sowieckiego MI-24 i następców? Wątpię. Będzie to o mizernej odporności na zestrzelenie głównie furgon do przewożenia żołnierzy pod który podwieszą jakiś km czy cóś większego z czego jednak czołgu nie rozwali, słowem policyjne misje zagraniczne (okupacyjne), cała armia szyta pod to GÓWNO!!! To już wariactwo i zdrada niebywała na każdym szczeblu począwszy od najwyższych władz rzekomo polskich, raczej polskojęzycznych acz też z bulem ;)

    Niestety Autora tekstu sytuuję delikatnie w lobbies powiedzmy amerykańskim, może się mylę, ale wkurzają mnie tacy eksperci uważający Izrael za strategicznego sojusznika (cały PiS także), trzeba reprezentować wyłącznie polski interes. Inaczej to nie jest uczciwe, patriotyczne podejście, tylko jakieś chytre zwodzenie żeby nas wprowadzić na określone ścieżki, zakupy ze "słusznych" państw i ich wspieranie naszą krwią, trudem wydatków, mocami obronnymi z naszą stratą. Wg mnie zakupy nawet z Chin i Korei Północnej, Iranu mają sens, a nierzadko większy niż od tzw naszych sojuszników. Poza tym mnóstwo innych państw produkuje świetną broń, można od nich kupować licencje, linie produkcyjne, polonizować jak Kraba do którego jednak to i owo jak lufy (!!!) będą kupowane zagranicą. Braknie nam luf w razie wojny po paru dniach ostrego strzelania... i pozamiatane, poza tym czy będziemy mieli do nich inteligentną amunicję? Chyba że do każdego pocisku 155mm zwykłego przywiążemy leminga, wyborcę PO.

    Uzależnienie od tzw sojuszników jest totalne, jest znacznie większe niż w 1939. To nam wróży jeszcze większą katastrofę niż wtedy. Bo sojusznicy to nadal takie same skurw... jak wtedy, a może większe patrząc na kwestię SMOLEŃSKA i inne. Teraz nawet wojny by nie wypowiedzieli agresorom na Polskę. Nie miejmy złudzeń, jesteśmy spisani na straty w razie czego. Nie kiwną palcem. Będą ratować pokój do końca naszym kosztem.... póki sami nie zginą wyparowani, czy od maczet ludności którą sprowadzili niebacznie do Europy, do USA. Islam i święta wojna z nami, ale od środka Europy. To praktycznie pewne do dekady i nie tylko to. W końcu jedno globalne państwo policyjne NWO. I to jest nasza polityka, wspieranie dążeń do NWO...
  • Rosja
    ==========
    W armii rosyjskiej postawiono na mobilność i gotowość do precyzyjnych uderzeń.
    Co bardziej niepokojące, Rosjanie wykazują coraz większą skłonność do szantażu taktyczną bronią nuklearną. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w sytuacji jakiegoś konfliktu z Zachodem Polska stałaby się celem odstraszającego ataku. Rosjanie sądzą najwyraźniej, że wzięcie na celownik Polski przyniesie jedynie minimalną groźbę adekwatnego odwetu.
    Sąsiedztwo z Rosją to więc pierwszy czynnik, jaki musimy brać pod uwagę. Musimy być nie tylko gotowi na obronę terytorium naszego kraju. Warto pomyśleć również o takim potencjale odwetowym, który sprawi, że potencjalny agresor nie będzie uznawał Polski za łatwy i bezbolesny cel."
    =============

    Od lat o tym piszę. Polska jest najbardziej zagrożonym państwem świata, także pod kątem ataku nuklearnego czy innymi systemami broni masowej zagłady. Rosja (ale też teoretycznie inni, np Chiny) może sobie pozwolić na taki atak i nie chodzi o aspekt militarny, bo ten mogliby osiągnąć atakiem miliona kozaków z nahajkami, albo mobilizacją tylko samej agentury w Polsze. Mogą nas w nas walnąć atomówkami, bo to dałoby im korzyści polityczne, gospodarcze w skali globalnej na bardzo długo być może, chyba że i ich ograją gracze globalni cwańsi od putinowców... a są tacy.

    Doprawdy nie wiem czym możemy zagrozić Rosji. Odwetowo wysadzimy dostawy do nas ropy i gazu, zagłodzimy ich blokując eksport żywności? Gówno im możemy zrobić także militarnie w sensie ofensywnym (puścimy kamikaze F16 z misją nalotu na Kreml? Nie dolecą nawet do granicy strącone przez S300-S400, a Rosja ma i inne niespodzianki w postaci realnej tarczy łącznie z atomową kurtyną), chyba że metodami terrorystycznymi, ale to nie w naszym stylu.

    Zatem co? Ano montaż geopolityczny, globalny sojusz PRZECIW ROSJI, to byłoby coś, otoczona byłaby na dłuższą metę bez szans, rozpadnie się w buntach, secesjach. Słowem ewentualnie (bo niestety często nas to spotyka) pokonana militarnie Polska mogłaby zza grobu zadać Rosji śmiertelny cios geopolityczny co przyspieszy odzyskanie niepodległości, granic państwa, ale jednak taką oś trzeba skonstruować poczynając od sojuszu ze Skandynawią, Japonią, układami z największymi mocarzami świata pozornie nawet w dobrych relacjach z Rosją. To się zawsze może zmienić....

    Słowem polityka jest największa bronią, a nie jakieś tam działa... samolociki, rakietki. Nimi nigdy nie wygramy już z Rosją, Niemcami jakby co. W końcu to dwa bratanki. Na razie świat ceni Rosję, ustępuje jej, wspiera, a nienawidzi Polski, lekceważą nas, szkodzą nam, kto do tego doprowadził? Jakieś krasnoludki.

    Dlaczego Rosja nie zostanie rozbrojona jako kraj osi zła o zagrożeniu globalnym? Dlaczego świat toleruje to więzienie narodów i potencjalnie nowych, niepodległych państw jak Czeczenia, a wspiera rozkładanie Gruzji? Wojna w 1945 powinna się przenieść na Rosję, a bomby atomowe powinny spaść nie na Japonię, ale na wojskowe cele Rosji.
  • misje
    ===========
    "Upatrując jednego z filarów naszego bezpieczeństwa w sojuszu z USA, powinniśmy starać się być postrzegani jako użyteczny sojusznik. Musimy być w większym stopniu przygotowani do działań poza obszarem naszego kraju. Co więcej, żeby maksymalizować swój wpływ polityczny, Polska powinna być gotowa do udziału w bojowej fazie interwencji zbrojnej, a nie tylko uczestniczyć w działaniach stabilizacyjnych"
    ============

    Użyteczny sojusznik, czy proamerykański pożyteczny idiota jak przez te dwie dekady? Czy siły dedykowane na wojnę na pustyniach, w tropikach przydatne będą do obrony Polski? Pustynne maskowanie w Polsce, lekkie mundury na mróz -30? Miejmy taki batalion do misji ONZ i to WSZYSTKO. Autor kluczy, ale tu widać że jednak chce zakupów pod misje i takiegoż szkolenia. Idziemy na Iran? Po co? Czy to zwiększy bezpieczeństwo Polski? Zagrożenie terroryzmem jest teraz większe niż przed 2001, niż przed 2003. Zatem w złą stronę idziemy. Rosja nam zagraża z Niemcami coraz bardziej i nie ocalą nas Amerykanie, dla nich ważne żeby nie doszło do ICH wojny z Rosją, a reszta... nieważna, w razie czego będą nas po paru latach, dekadach... "wyzwalać" jak podczas I i II wojny, dobry geszeft, zyski też polityczne większe, NWO zbudują do końca. Dlaczego nie mamy u nas poważnych wojsk amerykańskich? To podważa całkiem sojusz. Tarcza jest tylko prowokacją wojny z Rosją, najpierw dywizje USA, tarcza za nimi.

    Nie ma żadnego NATO, żadnego sojuszu z USA, to są złudzenia dyplomatyczne i niestety konkretne wydatki z naszej strony, także danina krwi, mamy jeszcze więcej dawać nic nie dostając w zamian, żadnych gwarancji nawet?

    Dobrze że Autor dostrzegł iż misje kłócą się z tworzeniem sił prawdziwie obronnych, po co nam np globalne samoloty transportowe, lepiej mieć np 100 maszyn A10, czy śmigłowców szturmowych, 1000 dronów uzbrojonych wreszcie nie tylko w aparacik foto.

    Co do marynarki, to są różne możliwości i nie skreśla kraj morski tego rodzaju sił, to niepoważne. Okręty mogą ostrzeliwać ląd nawet setki km od wody, bronić przestrzeni powietrznej skutecznie także na wielkie odległości, zatem są inne czasy niż w 1939. Podwodne okręty (niech zgadnę, znowu oceaniczne na misje oczywiście) Rosja namierzy nie tylko sonarami, nie miejmy złudzeń że nimi obronimy wybrzeże, zostaną zniszczone w pierwszym dniu wojny. To jest wkręcanie nas na kolejne manowce jak w 1939 plus wtedy wielkie niszczyciele i tak bez szans z walce z okrętami sowieckimi nawiasem, bo mieli jednak krążowniki, nawet stare pancerniki, a co ważniejsze lotnictwo.

    Przyszłością są drony, okręty bezzałogowe, niewidzialne, małe, ale potężnie uzbrojone i o sporej dzielności morskiej, także w obronie systemami aktywnymi, nowoczesnym lekkim pancerzem wzorowanym na czołgach, samolotach. Więcej okrętów, ale małych. Obrona wybrzeża jest realna nawet z łodzi pontonowych, a NATO ma zabezpieczyć panowanie nad całym Bałtykiem. Panowanie nad całym Bałtykiem nas przerasta po prostu, to zadanie dla potęg NATO.
  • opl
    ==========
    "Największą słabością tego rodzaju sił zbrojnych jest rakietowa obrona powietrzna. Zarówno bazy lotnicze, jak i kluczowe ośrodki naszego kraju nie są wystarczająco osłonięte ani przed atakiem lotniczym, ani tym bardziej rakietowym. "
    ==============

    O tym też wiele razy pisałem, zatem czy mamy F16 czy nie? W warunkach wojny zostaną natychmiast zniszczone, przewiduję jednak też "cud" podobny do odpłynięcia naszych niszczycieli z 1939. Jastrzębie odlecą tuż przed wojną, czy w pierwszym "bojowym locie" do cieplejszych krajów NATO, albo może nawet wprost do bratniego Izraela, a co. Nam zostaną starocie, zatem może miliard dolców należało wpakować w podziemne pasy, bunkry 100 metrów pod żelbetem na wzór chiński itd, systemy opl niesowieckie wreszcie o różnych polach zasięgu, zastosowaniu. Niechronione lotniska to brak lotnisk, w tej sytuacji lepiej postawić na drony, śmigłowce, pionowzloty.

    To wszystko wygląda jakby się ktoś bardzo starał żebyśmy źle lokowali środki, przepłacali, żebyśmy sromotnie przegrali nawet małą wojnę na styl Gruzji. Bardzo się wszyscy o to starają, praktycznie całe elity polityczne, eksperckie wszystkich opcji. Podobnie było przed 1939 i wynik musiał być jeden... mieliśmy przegrać, byli tacy co w tym bardzo pomogli zza biurek, z salonów, z sejmu-senatu, gabinetów niekoniecznie tylko rządowych, wojskowych.

    Kluczowe są siły lądowe, ale jednak silnie chronione przed atakiem z powietrza, także od morza, przecież to kawał naszej granicy. Bez OPL nie ma armii, pierdoły cybernetyczne można jeszcze olać, ale nie obronę przed atakiem z powietrza. Niebo ma być całe nasze, wtedy nawet mobilni kosynierzy mogą działać ;)

    Iskanderów nie zestrzeli Homar MLRS... za to obrona Rosji z łatwością poradzi sobie z rakietami ATACSM i jakoś nie wierzę że będziemy je mieli w wersji o zasięgu 300 km, prędzej dostaniemy zabytki o zasięgu 100 km. Bez rozpoznania i tak na co nam ten zasięg 300 km? Chyba że spod Wrocławia będziemy ostrzeliwać własne terytorium na północy, wschodzie... Nawet Niemcy mają swoje satelity, a my co damy, obserwatorów kierującym ogniem klasycznie? Brak takiego rozpoznania skutkował Smoleńskiem i dalej zacieraniem dowodów zamachu.

    Poza tym czy my naprawdę mamy 1100 dział powyżej 100mm w gotowości bojowej? Połowa armii kadrowo musiałaby je obsadzać... ile do nich jest amunicji? Na ile strzałów? Ile dekad mają te pociski, o ile dekad są przeterminowane już? Ile paliwa, smarów, ile części zamiennych, a w ogóle czy naprawdę mamy choć połowę tych dział sprawnych? Przykład systemu KRAB-REGINA pokazuje jak wielkie jest całe zaplecze żeby większą jednostkę baterii obsłużyć. Czy zatem nie piszemy o fikcji? 1100 dział.... to mnie wręcz rozbawiło! Z całą pewnością to nie jest prawda, najwyżej półprawda, czyli gówno prawda w istocie. Rura, wrak działa rdzewiejące gdzieś na składzie, a sprawne działo z obsługą to jest różnica. Podobnie jak 900 czołgów. Ile ma Rosja i to na serio, a nawet Białoruś, Ukraina... Niemcy. Kraje które tradycyjnie wszczynają wojny nie zostały rozbrojone traktatem rozbrojeniowym jak my - ofiara wojen, na dodatek każda kolejna ekipa złomuje kolejne setki dział, pojazdów, samolotów bez zakupów nowych.

    Niemieckie czołgi nowoczesne? Tak, ale 20 lat temu, podobnie nasze zmodernizowane T-72 też przecież na bazie starszych konstrukcji, w końcu dojdziemy do T-34 i ISów ;) Dlaczego nie mamy własnego czołgu podstawowego jak np Izrael? Powinien być jednak pojazdem bardziej uniwersalnym do różnych zadań, obrona przeciwlotnicza, systemy rakietowe, artyleria dalszego zasięgu od klasycznej czołgowej, nowe pociski rakietowe zamiast zwykłych, uzupełniające uzbrojenie jak automatyczny granatnik, czy moździerz itd Wreszcie przewożenie piechoty, nawet 2-osobowy desant to jest coś, może to być snajper, albo operator innej specjalistycznej broni przeciwpancernej, przeciwlotniczej, artylerzysta do moździerza, granatnika.

    Proszę raczej napisać ile TYSIĘCY dział, czołgów, pojazdów zezłomowano po 1989 zamiast je zmagazynować, unowocześniać, przekazać oddziałom paramilitarnym. Izrael trzyma wszystko na okoliczność wojny totalnej, nie złomują, chyba że w ostateczności. To byłaby realna obrona terytorialna coś na wzór ciężkozbrojnej Gwardii Narodowej z USA. A teraz co mają paramilitarcy? Repliki i specjalną broń długą o ograniczonych możliwościach, albo czarnoprochową rozdzielnego ładowania... sportową itd Szkolenie na kulkach z farby... czy wojna będzie na dystansie 25 metrów albo na sportowej strzelnicy?

    W istocie cała artyleria na nienatowskich kalibrach sowieckich jest do likwidacji i co nam wtedy zostanie? Parę Krabów? Mogą strzelać na wiwat i ładnie się prezentować na defiladach podobne jak groźne DANY teraz. Inne armie mają artylerię ciągnioną, czy samobieżną o mniejszych możliwościach od wersji gąsienicowych. U nas uznaje się to za przestarzałe.... najmocniejsze armie świata są przestarzałe, za to jacy my nowocześni... Armada Goździków o armacie której zasięg teraz przebijają małe moździerze 120mm jest do głębokiej modernizacji z wymianą tychże armat, bo jeżeli pójdą na złom całe, to co nam zostanie? NIC.

    BWP1 należy zmodernizować i przekazać siłom paramilitarnym. Każdy taki pojazd może mieć lepsze uzbrojenie dalszego zasięgu i może ciągnąć solidne działo, czy baterie katiusz itd Słowem jako ciągnik i wóz wsparcia ogniowego także, wóz amunicyjny. Tak trudno zamontować tam np przeciwlotnicze działko 35mm, albo chociaż granatnik automatyczny?

    Rosomaki powinny być od początku zaprojektowane jako wóz klasy MRAP 3 o zwiększonej odporności na miny, pułapki i ostrzał. Niestety liczono się z jego przewozem w Herkulesie... co za BZDURA, pływalność też nie jest aż taka ważna, byle potrafił forsować rzeki po dnie jak czołgi. Taki Rosomak ważyłby pewnie ze 30-35 ton. Poza tym w co są teraz uzbrojone... zgroza. Brakuje im jeszcze na wyposażeniu gumowych pałek, gaz łzawiący mogą dać zamiast zasłony dymnej i sonicznej broni od rozpędzania demonstracji.... a mówiło się że wraz z końcem PRL mamy koniec państwa policyjnego. Ustroje sie zmieniają, ale jest coraz gorzej./

    W istocie reżimy demokracji szykują swoje policje, armie PRZECIW własnym obywatelom także, na razie ćwiczą na zagranicy... na razie. Bodaj w RPA niedawno policja zmasakrowała strajkujących, dosłownie ich rozstrzelała bo rzekomo byli zagrożeniem. Takie obrazki będą codziennością całego świata, nie będzie nas szokował kolejny 1970, 1981, bo to będzie w standardzie demokracji. Mamy fajną Polskę, dziwny jest ten świat. Od gadania armia nie jest lepsza. Odsuńmy PO od władzy, wstawmy siły patriotów do władzy i będzie nadzieja na dobre zmiany, przynajmniej jakiś czas nadzieja....
  • Tytuł chyba na wyrost
    W nawiązaniu do tekstu lekko polemicznie o tym, co widzę inaczej niż Autor artykułu.
    Twierdzi On np., że Marynarkę Wojenną jedynie „pomocniczą rolą” można obarczyć „w przypadku obrony przed klasyczną agresją”. Biorąc pod uwagę długość polskiego wybrzeża i kierunki rozwoju Floty Bałtyckiej wydaje się to ryzykowne. Sama obrona wybrzeża nie wystarczy. Myli się więc twierdząc, „że przyjęty kierunek na obronę wybrzeża w oparciu o baterie rakietowe, siły minowe oraz i rozwój sił podwodnych przeciwpodwodnych jest racjonalny”, zwłaszcza, że i ten „rozwój sił podwodnych” nie wydaje się tak oczywisty.

    Także złudzeniem jest takie wskazanie: „Warto pomyśleć również o takim potencjale odwetowym, który sprawi, że potencjalny agresor (Rosja?- RSz.) nie będzie uznawał Polski za łatwy i bezbolesny cel.” Ten akurat „potencjalny agresor” ma potencjał nuklearny z czym Polsce trudno konkurować. Na innej więc drodze trzeba szukać rozwiązań sprawiających, że Polskę będzie trudno ugryźć.

    Przy tym optymistycznie brzmi opinia Autora, że „na czas wojny bylibyśmy w stanie wystawić jedynie kilkadziesiąt tysięcy wojsk w polu.” Z moich ocen wynika, że aktualne zdolności WP to będzie kilka, może kilkanaście tysięcy żołnierzy (jedna dwie brygady) zdolnych do działań w obronie kraju jako zorganizowana siła.

    Myli się też Autor pisząc w kontekście możliwości mobilizacyjnych: „Eksperyment z Narodowymi Siłami Rezerwowymi (NSR) nie powiódł się – obsadzono jedynie połowę z planowanych 20 tysięcy stanowisk.” Nawet gdyby MON udało się zebrać te 20 tys. żołnierzy, to przecież NSR nie jest przygotowaniem do mobilizacji w warunkach zagrożenia wojennego. NSR to taki „magazyn części zamiennych” dla sił zbrojnych funkcjonujących w czasie pokoju, ale uczestniczących w tzw. misjach. Wykruszy się jakiś „zawodowiec”, to bierzemy następcę z „magazynu” pt. NSR. Jedyny kłopot jaki ma MON-magazynier to taki, że na półkach NSR nie ma kompletu „części zamiennych”. Na tym polega klapa programu NSR. Jeśli idzie o rezerwy i ewentualną mobilizację NSR jest ni priczom. Stąd nawoływanie – „pozytywnym krokiem byłoby stworzenie terytorialnego komponentu NSR – oddziałów złożonych z ochotników dedykowanych do obrony określonych rejonów i przywiązanych do nich” ma się nijak do tego czym NSR ma być.

    Autor przesadza z nowoczesnością uzbrojenia: „za nowoczesne należy uznać tylko czołgi Leopard 2 A4” – A4 nowoczesne??? I nie rozumie dlaczego nie mamy nowoczesnej artylerii. „Huta Stalowa Wola dopiero rozkręca produkcję nowoczesnej i potężnej armatohaubicy Krab.
    Jej program został niepotrzebnie spowolniony na początku zeszłej dekady. Powodem było bezmyślne zapatrzenie w ówczesne trendy w armii amerykańskiej.” Program bowiem nie został „spowolniony”, ale zatrzymany bowiem byli mądrzy w MON i w sejmowej komisji obrony twierdzący, że Krab jest wojsku NIEPOTRZEBNY. A powodem nie było wcale „zapatrzenie w ówczesne trendy” tylko przekonanie, że w związku z „działem Szeremietiewa” mój współpracownik wziął łapówkę.

    Dalej idąc. Można mieć mieszane uczucia, czy posiadanie samolotów F-16 jest powodem do dumy - wszak gazeta publikując artykuł p. Szatkowskiego nie tak dawno informowała: http://www.naszdziennik.pl/swiat/6102,izrael-wymienia-mysliwce.html
    Jednak podawanie:„Zadowalający jest stan dwóch eskadr wyposażonych w MiG-i 29” może dziwić. Ryzykowny jest też powrót do pomysłu, aby przy okazji zakupu samolotów szkolnych mieć dwa grzyby w barszczu - samolot szkolny i następca Su-22 to ma być jedna maszyna: „Być może, ze względów ekonomicznych, te dwa typy statków powietrznych powinny być zunifikowane.” Próby takie czynione przy okazji samolotu szkolnego „Iryda” zakończyły się katastrofalnie.
    Na marginesie – nie sądzę też, aby można było zastąpić odchodzące z uzbrojenia „suki” eskadrami bezpilotowych „Dronów”, jak ogłasza wiceminister obrony Skrzypczak.

    Uważam, że trudno wytyczać „strategię dla armii”, gdy państwo polskie nie ma właściwej strategii w dziedzinie obronności. Taką strategię nie da się jednak opracować „chałupniczo”, bez danych, które są udostępniane w trybie tajnym. A skoro nie ma tej strategii, to jak można stworzyć wynikającą z niej strategię dla armii. Autor tekstu zamieszczonego w „Naszym Dzienniku” dobrał do niego nieodpowiedni tytuł.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031